...

Wpis bez fajerwerków

Jest 31 grudzień 2019 roku. Godzina 20:00, Dla wielu to moment na ostatnie szlify sylwestrowego outfit’u. Dla innych to już godzina rozpoczynająca noworoczną celebrację. Od godzin popołudniowych słychać huk petard, a w telewizji na wszystkich kanałach gra tegoroczna lista przebojów. Już od wczesnych godzin rannych uśmiechnięta para prowadzących program śniadaniowy przypominała o czym nie można zapomnieć tej nocy. Być może dla pozostałej części ludzi, jest to po prostu 31 grudnia, godzina 20:00. Dzisiejszy wpis nie będzie miał przemyślanej konstrukcji. Będzie to zwykły zlepek kilku przemyśleń. Będzie to wpis bez fajerwerków.

W tym roku zaliczam się do ostatniej grupy. Sylwestra spędzam w domu, na spokojnie. Po części to moja świadoma decyzja, po części po prostu tak wyszło. Jednak nie byłbym sobą gdybym z tego nie wyciągnął żadnej lekcji. Od kilku dni, mimo ogarniającego przygnębienia i smutku, poczułem radość i dumę. Z części propozycji zrezygnowałem, ponieważ uznałem, że tak będzie lepiej. Część opcji po prostu zrezygnowała ze mnie. A część pomysłów z poprzednich lat po prostu z  pewnych (cudownych!) przyczyn w tym roku „nie pykła”. Naturalna sprawa. I mógłbym dzisiaj obrazić się na cały świat, przeleżeć dzień w łóżku, a najlepiej to już pójść spać. Zamiast tego, odwiedziłem swoich bliskich, przygotowałem parę pomysłów na nowy rok. Mógłbym obrazić się na Tatę, bo przecież względnie ze mnie było grzeczne dziecko w tym roku, a w nagrodę dostaje taki zwykły wieczór. Zamiast tego wpadnę do Niego o północy na kawę. Wracając jednak do tematu. Wiemy jakby skąd mógł się wziąć ten smutek, ale skąd ta radość i duma? Myśląc o tej całej sytuacji, o mijającym roku, o poprzednich latach – wyciągnąłem parę wniosków.

Po pierwsze. Ostatnio wśród mądrości internetu znalazłem taki cytat: „Nie zaczniesz nowego rozdziału, jeżeli w kółko będziesz czytał poprzedni”. Brzmi górnolotnie, ale to prawda. Pewna materia się wyczerpała. Naturalna sprawa. Część przyjaciół zaczęła już czytać następne rozdziały. I Bogu niech będą dzięki! Część przyjaciół przestała po prostu nimi być i bezcelowe jest sztuczne podtrzymywanie „akcji serca”. W przypadku pozostałej części uznałem, że po prostu nie jest to dla mnie dobre. Mógłbym się teraz obrazić na cały świat, na Tatę nie? Jednak ja Go rozumiem. Celowo zabrał wszystkie zagłuszacze dookoła, żebym w końcu usłyszał jak krzyczy: Skończ już czytać w kółko ten sam rozdział! Wiem, ze może zabrzmi to dziwnie, ale ja się tym jaram!

Po drugie właśnie – zagłuszacze. Kilka lat temu nie zniósłbym myśli o takim wieczorze jak dziś.  Byłbym w miejscu, w którym nie chciałbym być. Byle by nie być sam, bo wtedy zaczynało  uwierać coś pod skórą. Dzisiaj po kilku latach ciężkiej harówki, dosłownie harówki, już lepiej potrafię żyć w relacji z samym z sobą. Przede wszystkim zaakceptowałem tego typa w środku, doceniłem jego wartość, zrozumiałem jego historię, zachowanie i decyzję, dałem mu prawo do popełniania błędów. A gdy coś zbroi to i owszem, czasem się nasłucha, ale nauczyłem się go też pocieszać i wyciągać wspólnie wnioski. Oczywiście, czasem jeszcze biega i wrzeszczy po pokoju, ale polubiliśmy się i powoli dogadujemy.

Pamiętam jak na treningach, jeden z moich trenerów czasem wracał do podstawowych technik. Wtedy to wyższe stopnie nie kryły swojego niezadowolenia, ponieważ „oni już to znali i chcieli czegoś nowego”. Wtedy miał on w zwyczaju mówić, że treningi prowadzi na wzór koła – zataczasz koło i robisz od nowa aż do perfekcji. Ja osobiście gdy o tym myślę, to widzę bardziej spiralę. Patrząc od góry jesteśmy pozornie w tym samym punkcie, ale gdy spojrzymy z boku – widzimy, że już o jeden z zwoi dalej. Chodzi mi o to, że nie gwarantuje sobie i Tobie, że za rok pewne rzeczy nie wrócą. Jednak dopracowując relację z samym sobą, będziemy w stanie sobie lepiej z nimi poradzić.

Taki to wpis bez fajerwerków. Bardzo osobisty. Jeśli to czytasz, to znaczy, że go opublikowałem. Korzystając z okazji, chciałbym życzyć Tobie w Nowym Roku tradycyjnie zdrówka, szczęścia i spełnienia marzeń. Mniej tradycyjnie, życzę sobie i Tobie odwagi do tego, aby nie bać się przyszłości. Odwagi do realizacji swoich planów, celów i marzeń. A przede wszystkim odwagi do tego, aby spojrzeć w głąb siebie i wsłuchać się w to, co ma do powiedzenia nasze wewnętrzne dziecko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.